Świadectwa

„Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska, aby jak grzech zaznaczył swoje królowanie śmiercią, tak łaska przejawiła swe królowanie przez sprawiedliwość wiodącą do życia wiecznego przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego.”

Ciężko jest opisać tak w kilku słowach to wszystko…

Byłem oddalony od Pana Boga strasznie…Z każdym dniem pogrążałem się coraz bardziej. Im byłem starszy tym bardziej brnąłem w bagno – w zło. Życie moje było poddane tylko jednemu – własnemu ja, egoizmowi. Ważne było tylko jedno – moje ja. Jak żyłem? Jakie miałem wartości? Ważne dla mnie były tylko zabawa, kobiety, alkohol. Jedna wielka nieczystość. Nieczystość, nieczystość. Nie starczyłoby czasu, aby opisywać te wszystkie straszne rzeczy. Krzywdziłem nie tylko siebie – krzywdziłem innych – to było straszne…

Stoczyłem się na samo dno. Tyle szans zaprzepaściłem. Tyle Bożych łask …i w tym wszystkim czułem przez skórę…,że robię źle. Doszło do tego, że miałem nocne koszmary, wieczny niepokój, CZUŁEM wszechogarniającą mnie ciemność. Naprawdę trudno to opisać… Zaczęły przychodzić nawet straszne myśli – naprawdę straszne…

I nagle wiadomość – Papież Jan Paweł II umiera. Dokładnie w tym momencie szarpnęło mnie!

Zacząłem się miotać, czułem, że świat się kończy. A przecież nie słuchałem Jana Pawła, nie chodziłem na spotkania z nim…nawet, kiedy był w Polsce – dla mnie ważniejsze było spotkanie ze znajomymi i alkohol.

Teraz wiem, że to właśnie Karol Wojtyła był tak wspaniałym narzędziem w rękach Boga. On mnie pociągnął do Ojca.

Upadłem na ziemię i zapłakałem nad sobą …nie jeden raz. Byłem jak nędzarz powstały z grobu. Zapragnąłem stać się człowiekiem wolnym – wolnym od wszelkich uzależnień. Zacząłem szukać: w Internecie, w księgarniach katolickich. Zacząłem uczyć się modlić, rozmawiać z Ojcem. Prosiłem o nowe życie, o narodziny….

Właśnie w tym czasie trafiłem na stronę Wspólnoty Modlitwy „Z Maryją ratuj człowieka”. Zapragnąłem w niej być (na początku było to uczucie samolubne – bo myślałem, że w ten sposób również pomogę sobie, będą się również inni modlić za mnie…). Teraz wiem, że to dzięki Wspólnocie zacząłem uczyć się żyć z Jezusem. Och, ile się działo w tym czasie, każdy tydzień przynosił coś nowego.

Po pewnym czasie nastąpiła najpiękniejsza chwila w moim życiu – ODDAŁEM SWOJE ŻYCIE JEZUSOWI. Oddałem się Jego Miłosierdziu. Pierwszą modlitwą, jaką odmówiłem po nawróceniu – była Koronka do Miłosierdzia Bożego.

Zapragnąłem trwać w Jezusie. Cały czas szukałem – jak należy postępować, jak trwać? Zacząłem czytać Pismo Święte – Nowy Testament, zacząłem rozważać, znalazłem przewodnika duchowego. Ile w tym czasie miałem upadków… – teraz wiem, że nigdy nie należy się załamywać – że nie wszystko przychodzi od razu – po prostu wszystko trzeba oddawać Ojcu – ufać, ufać, ufać. Jak wielką siłę ma modlitwa – to nie do opisania – gdyż całe moje życie zaczęło ulegać zmianie. Również najbliżsi, rodzina.Zrozumiałem jak ważne jest otwarcie się na innych ludzi. Tylko miłość. To wprost nie do uwierzenia jak zareagowała rodzina, kiedy po wielu latach mojej nieobecności pojechałem w odwiedziny.

Prosiłem o rzeczy wręcz nieprawdopodobne w mojej sytuacji życiowej i Ojciec, za pośrednictwem Maryi, mi je dał (ale nie na moje wyobrażenie). Również najbliżsi … rodzina. Małymi kroczkami idę naprzód razem z Maryją do Ojca. I nigdy, chociaż jestem bardzo słaby nie opuściłem codziennej modlitwy Wspólnotowej. Teraz rozumiem jak ważna jest modlitwa za innego człowieka. Przecież to ja, dzięki łasce Pana, jestem za niego odpowiedzialny. Trzeba opiekować się nim jak małym dzieciątkiem. Niedawno dowiedziałem się, że za mnie też się inni wcześniej modlili.
Nie chcę przedłużać – wiele by trzeba było opisać.Wiem jedno tylko – jednego pragnę: całkowicie wyrzec się siebie, swojego ja – chcę tylko jednego – żeby Jezus wypełnił sobą moje życie. Dziękuję Panu Bogu za Wspólnotę – bo dzięki niej również i ja wzrastam w Panu. Mam nadzieję, że do końca mego życia tu na ziemi.