Świadectwa

Drodzy Przyjaciele!

Przysyłajcie swoje świadectwa. Wobec rozrastającego się zła, mamy obowiązek ukazywać światu, że Bóg jest i działa, że ostateczne zwycięstwo należy do Boga! Nasze świadectwa są także tym jedynym, czym możemy pociągnąć ludzi do Boga. Nie słowami – taką moc ma tylko słowo Boże – ale właśnie świadectwem. „Dzisiejszy człowiek nie chce nauczycieli, ale świadków, a jeżeli przyjmuje nauczycieli, to dlatego, że są świadkami”.[2]

Niech dzięki czynią Panu za Jego łaskawość,
za Jego cuda dla synów ludzkich!
I niech składają ofiary dziękczynne,
niech głoszą z radością Jego dzieła!
[Ps 107,21-22]

Gdy wychwalać będziecie Pana,
wywyższajcie Go, ile tylko możecie,
albowiem i tak będzie jeszcze wyższym,
a gdy Go wywyższać będziecie, pomnóżcie siły,
nie ustawajcie, bo i tak nie dojdziecie [do końca].
Któż Go widział i mógł to opowiedzieć,
i któż Go tak wysławił, jak tego jest godzien?
[Syr 43,30-31]

Bardzo pragnę wywyższać Pana, który okazał mi bezmierne miłosierdzie, że mnie tak nędzną istotę przygarnął do swojego Boskiego Serca. Wiem na pewno, że Jezus przywołuje nas do siebie poprzez krzyż, który trzeba przyjąć i nieść go w łączności z Nim. W wieku 20 lat odeszłam całkowicie od Boga, choć byłam wychowywana przez mamę, dla której największym skarbem była wiara. Bunt, arogancja, poszukiwanie złudnego szczęścia sprowadziły mnie na drogę, na której nie było czasu na modlitwę, na niedzielną Eucharystię. Wydawało mi się, że ja sama potrafię stworzyć sobie bezpieczny azyl. Jednak zasiane kiedyś przez rodziców ziarno wiary spoczywało gdzieś w głębi mojego serca i Pan je obudził do życia w dramatycznych okolicznościach. Straszny wypadek, w którym zostaliśmy ciężko ranni: moja czteroletnia córka, mój mąż i ja. Byłam bliska śmierci, nawet pragnęłam jej, bo nie wiedziałam, co dzieje się z moimi bliskimi; nieprzytomne dziecko leżało w Instytucie Pediatrii, my w Akademii Medycznej. Byłam w rozpaczy, bardzo cierpiałam, nogi jak kłody, od pasa nie czułam nic. Przyszedł do mnie kapłan, wyspowiadałam się z całego życia i mimo, że miałam dopiero 26 lat, chciałam umrzeć.

Mój Pan jednak miał wobec mnie inne plany. Ocalił nas – całą rodzinę, bo nie wyobrażałam sobie bez nich życia. Potem było pół roku w gipsowym gorsecie, potworny ból, rehabilitacja, na którą skazani byliśmy we troje. Bardzo pomagali nam dobrzy ludzie. Po roku wróciłam do pracy, wkrótce potem rozpoczęłam studia na drugim fakultecie. Przeżyłam jeszcze wiele tragicznych momentów, ale teraz już w łączności z Panem i Jego Najświętszą Matką. Bardzo wspierała mnie moja starsza siostra, która zawierzyła swoje życie Bogu i służy Mu tak, jak tylko potrafi. Należymy do Grupy Modlitewnej Ojca Pio, który jest naszym orędownikiem we wszystkich problemach, jakie co dzień niesie nam życie.

Stałam się innym człowiekiem, choć czasem ulegam złu. Wówczas zwracam się do Tego, który oddał za nas swoje życie na krzyżu i proszę Go o miłosierdzie dla całego świata i dla swojej rodziny. Wiem, że wszystko, co posiadam, otrzymałam od Najwyższego. Nie pragnę dóbr materialnych i szczęścia w rozumieniu współczesnego świata. Pragnę być zawsze blisko mojego Pana i nie utracić Jego łaski. On jest moją Drogą, Prawdą i Życiem. Pragnę uwielbiać Go poprzez pomoc potrzebującym ludziom, aby spłacić dług, który zaciągnęłam w przeszłości.
Pan jest wielki, niech będzie uwielbiany teraz i zawsze. Moc Jego jest niezmierzona, a miłosierdzie ogromne, więc proszę, aby otworzył oczy i uszy wszystkim ślepym i głuchym tak, jak otworzył mnie – niegodnej Jego łaski.