
Błogosławieni ubodzy w duchu,
albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Błogosławieni, którzy się smucą,
albowiem oni będą pocieszeni.

Błogosławieni cisi,
albowiem oni na własność posiądą ziemię.

Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości,
albowiem oni będą nasyceni.

Błogosławieni miłosierni,
albowiem oni miłosierdzia dostąpią.

Błogosławieni czystego serca,
albowiem oni Boga oglądać będą.

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój,
albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.

Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie
dla sprawiedliwości,
albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Błogosławieni jesteście,
gdy [ludzie]
wam urągają i prześladują was,
i gdy z mego powodu mówią kłamliwie
wszystko złe na was.
Cieszcie się i radujcie,
albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie.
Tak bowiem prześladowali proroków,
którzy byli przed wami.

(Mt 5,3-12)
|
|
|
|
|
|
Gdy Jezus mówił, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: «Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś». On zaś powiedział: «Zaiste błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je». (Łk 11,27-28 na podstawie GPNT)
„Błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i
zachowują je” (Łk 11,28). Jezus znał dobrze swoją Matkę! Wiedział, że
słuchała słowa Bożego „sercem szlachetnym i dobrym” (Łk 8,15).
Wiedział, że „wiernie zachowywała je w swoim sercu” (por. Łk 2,19)
i rozważała, co miałoby ono znaczyć (Łk 1,29). Ona, Matka Syna Bożego, związała
całkowicie swoje życie z wiernością słowu, Bożemu słowu. Ona nieustannie
wsłuchiwała się w głos Boży, rozmyślała nad słowami i wydarzeniami, przyjmując
to Objawienie całym swoim istnieniem w „posłuszeństwie wiary”.
Pierwszym i najdoskonalszym owocem tego oddania słowu Boga
było Jej dziewicze macierzyństwo. Z wiarą przyjęła odwieczne Słowo, które za
sprawą Ducha Świętego w Niej stało się ciałem dla zbawienia człowieka.
Posłuszna woli Ojca, była dla Bożego Syna nie tylko matką i opiekunką, ale
także wierną współpracownicą w dziele odkupienia. Owoc Jej życia dojrzał pod
krzyżem, gdzie w sposób po ludzku najbardziej tragiczny objawiła się prawda, że
„Bóg jest miłością”. W duchu tej Bożej miłości, posłuszna wezwaniu
Syna, przyjęła w apostole Janie nas wszystkich za swoje dzieci. A gdy po
zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu Chrystusa „trwała wraz z apostołami
na modlitwie” (por. Dz 1,14) i wraz z nimi
doświadczyła zesłania Ducha Świętego, stała się Matką rodzącego się Kościoła. To
mistyczne macierzyństwo objawiło się w pełni w tajemnicy wniebowzięcia.
Odtąd nieustannie wpatrujemy się w Jej wzór, prosząc, aby Ona – Przewodniczka wiary – uczyła nas słuchać i
zachowywać każde słowo, jakie Bóg do nas kieruje. Błogosławieni
bowiem są ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je. Niech
błogosławieństwo, które spoczęło na Maryi, stanie się naszym udziałem! Obyśmy słuchając
i zachowując słowo Boże, jak Maryja stawali się świadkami Boga, który „jest
miłością”! [1]
|
|
|
Wielbi dusza moja Pana,
i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy.
Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej.
Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia,
gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. (Łk 1,46b-53)

W chwili, w której Maryja wypowiedziała Magnificat,
nie ułożyła Ona hymnu w sensie ścisłym. Ten hymn jest jakby gobelinem, a jego
wątki zostały zaczerpnięte ze Starego Testamentu, którego historia święta jest
cała utkana w jedyną pieśń chwały na cześć miłosiernego i wiernego Boga. Prawie
każde słowo hymnu jest zaczerpnięte ze Starego Testamentu, w którym gromadzą
się uwielbienia Boga Ojca i cisną na usta w chwili radości młodej kobiety,
która przekracza próg domu swej krewnej. Jej osoba została przeniknięta przez
słowo Boże i całkowicie żyła tym słowem, które w chwili radości spontanicznie
pojawiło się na Jej ustach. I to jest to, co prowokuje do medytacji wobec tej
pieśni. Gdzie dzisiaj są osoby ciche i spokojne, bez szczególnego
wykształcenia, które mało mówiąc o sobie, żyją słowem Bożym, oddychają nim,
myślą i czują się rzeczywiście w swoim domu? Jest dzisiaj zbyt dużo ludzi,
którzy mówią i chcą pokazać, że są mądrzy i mają coś do powiedzenia, przede
wszystkim coś krytycznego, z intencją pokazania, że nie wiedzą wprawdzie
wszystkiego, ale to, co wiedzą, wiedzą lepiej niż inni. Jest natomiast zbyt
mało ludzi, którzy są jeszcze zdolni do życia w milczeniu, do oparcia się na
słowie Bożym, do wejścia w nie, do pozwolenia, by ono w nich przeniknęło w taki
sposób, że rzeczywiście stanie się ich chlebem. Kto z nas mógłby powiedzieć o
sobie, że Pismo Święte, Psalmy, uwielbienia Boga, które znajdujemy w całej
świętej Księdze, stały się jego spontanicznym językiem serca, by wychodzić na
usta wtedy, gdy kończy się duchowo rozważać i pozwala się mówić ustom to, czego
pełne jest serce? Niestety karmimy się soczewicą i pijemy wodę, podczas gdy w
Piśmie Świętym zostało nam dane kosztowne wino słowa Bożego. Pokorna Służebnica
Pańska może rzeczywiście zawstydzić nasze pełne pychy pokolenie i powinna
dzisiaj na nowo inspirować nas do większego miłowania tego przedziwnego daru,
jakim jest Księga Boża, do stania się ludźmi, którzy mają uszy, aby słuchać
słowa Bożego, także pośród hałasu tego świata, jaki często wydaje się być
wytwarzany po to, by nas uczynić głuchymi w naszym sercu. [2]
Peter Seewald: Czy to przypomnienie o wartościach
duchowych nie oznaczałoby również, że znów musimy sobie przypomnieć o prostej
wierze, która odpowiada podstawowym elementom chrześcijaństwa?
Kard. Joseph Ratzinger: Wiara wydaje się czasami tak
skomplikowana, że niejeden sądzi, iż tylko uczeni potrafią ją ogarnąć. Egzegeza
przyniosła wiele pozytywnych wyników, ale zrodziła też wrażenie, że Biblia, tak
skomplikowana, nie jest dla zwykłych śmiertelników. Musimy się znów nauczyć, że
Biblia każdemu coś mówi i że została podarowana właśnie prostym ludziom.
Przyznaję tu rację ruchowi, który wykształcił się w łonie teologii wyzwolenia [3] i
mówi o interpretacion popular. Zgodnie z tą koncepcją, właściwym
posiadaczem, a stąd i właściwym interpretatorem Biblii, jest lud. To trafne
ujęcie – Biblia jest darem właśnie dla prostych ludzi. Dla ludzi, którzy
niekoniecznie znają wszystkie niuanse aparatu krytycznego, ale potrafią
zrozumieć jej sedno. Teologia nigdy nie stanie się zbędna, wprost przeciwnie, w
ogólnoświatowym dialogu kultur jeszcze bardziej zyska na znaczeniu. Ale nie
może deprecjonować ostatecznej prostoty wiary, która stawia mnie przed Bogiem –
Bogiem, który stał się mi bliski stając się człowiekiem. [4]
|
|

|
Kropla wody nieustannie spadająca na skałę jest zdolna ją
rozkruszyć. Tak samo dzieje się ze słowem Bożym. Nieustanne obcowanie z nim
sprawia, że pokona w końcu naszą oporną wolę i rozkruszy nasze kamienne serca. Przyjdzie
najpierw jako „słowo żywe i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz
obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku,
zdolne osądzić pragnienia i myśli serca.” (por. Hbr 4,12) – ale nie po to, aby
nas zniszczyć, ale po to, by ukazać nam, co jest w nas chore. Jeśli z pokorą
przyjmiemy diagnozę, to samo słowo przyjdzie z łaską uzdrowienia, z łaską życia
– życia wiecznego.
Słowo
Boże nie będzie jednak skuteczne, jeśli nie spełnimy podstawowego warunku
– nie przyjmiemy, bez względu na miejsce zajmowane w Kościele, bez
względu na ludzką kondycję, bez względu na to, jak bardzo zostaliśmy
skrzywdzeni przez ludzi, że to słowo jest skierowane do nas. Nie tylko do tych,
którym głosimy Dobrą Nowinę o zbawieniu, nie do tych, którzy nas skrzywdzili,
nie do tych, którzy według nas są gorsi od nas (Bóg na ten temat może mieć inne
zdanie), ale do nas(!).
[5]
[1] Jan Paweł II – Pelpin 6 czerwca 1999 r., Rozważanie przed modlitwą „Anioł Pański”
[2] Kard. Joseph Ratzinger, „Wniosła Córa Syjonu”
– rozdział „Nawiedzenie”.
[3] Teologia wyzwolenia nie została uznana przez Kościół.
Nie uznaje jej również Ojciec Święty Benedykt XVI i nie uznawał jej przed
wyborem na papieża. Jednak tego, czego nas uczy Pismo Święte, czego uczył nas
Jan Paweł II, tego uczył Kard. J. Ratzinger: „W końcu, bracia,
wszystko, co jest prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co
zasługuje na uznanie: jeśli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym - to miejcie
na myśli!” (Flp 4,8). Ziarno prawdy nie może zostać odrzucone tylko
dlatego, że znalazło się w nieodpowiednim miejscu.
[4] „Sól ziemi” – rozmowa Kard. Joseph’a
Ratzinger’a z dziennikarzem Peter’em Seewald’em. Po raz
pierwszy rozmowa ta została opublikowana w 1996 r.
[5] Komentarz mój – A.

|
|
Do góry
|