Eucharystia - dar Miłości


List Ojca Świętego
Jana Pawła II

Ustanowienie
Eucharystii

Ofiara

Uczta

Dziękczynienie

Uwielbienie

Adoracja


Strona początkowa

Strona główna



krzyż jerozolimski



Ofiara Syna
ECCE HOMO - Adam Chmielowski (św. Albert)

Oto się powiedzie mojemu Słudze,
wybije się, wywyższy i wyrośnie bardzo.
Jak wielu osłupiało na Jego widok -
- tak nieludzko został oszpecony Jego wygląd
i postać Jego była niepodobna do ludzi -
tak mnogie narody się zdumieją,
królowie zamkną przed Nim usta,
bo ujrzą coś, czego im nigdy nie opowiadano,
i pojmą coś  n i e s ł y c h a n e g o.
[1]

      Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. (przeczytaj!)
      On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą.
      Co bowiem było niemożliwe dla Prawa, ponieważ ciało czyniło je bezsilnym, [tego dokonał Bóg]. On to zesłał Syna swego w ciele podobnym do ciała grzesznego i dla [usunięcia] grzechu wydał w tym ciele wyrok potępiający grzech, aby to, co nakazuje Prawo, wypełniło się w nas, o ile postępujemy nie według ciała, ale według Ducha.[2]

Umiłowany Synu Ojca,
      spraw "mocą władzy udzielonej Ci przez Ojca nad każdym człowiekiem." (por. J 17,2), abyśmy my, biedni grzesznicy XXI wieku, pojęli tę rzecz niesłychaną - że Ty, bez którego "nic się nie stało, co się stało"(J 1,3), i w którym "wszystko ma istnienie" (Kol 1,17) stajesz się Człowiekiem, ze wszystkimi wynikającymi stąd ograniczeniami; pozwalasz się opluć, spoliczkować, ubiczować, ukoronować cierniem, ukrzyżować, na tym krzyżu jeszcze wyszydzić; całe zło świata od jego początku, aż po kres jego istnienia, bierzesz na siebie i stajesz przed Ojcem jako jedyny winny tego zła po to, aby ratować swoje stworzenie, które powiedziało i ciągle mówi Bogu - Nie!
      Panie nasz, gdy to pojmiemy całym swoim sercem, całym swoim umysłem, każdą cząsteczką naszego istnienia, wtedy tak jak Twoja Najświętsza Matka, tak jak św. Paweł i tylu, tylu innych świętych, złożymy Ci nasze życie w ofierze; wtedy Eucharystia nie będzie obowiązkiem wynikającym z przynależności do Twojego Kościoła, ale radością i chlubą naszą, a życie nasze nieustającym dziękczynieniem składanym Bogu w Trójcy Jedynemu, za ten nieogarniony dar miłości.
      Wtedy nie będzie nam również obojętne zbawienie jakiegokolwiek człowieka, choćby to był nasz wróg.

S p r a w   t o   w   n a s,   P a n i e!
Spraw szczególnie w tych, dla których pojęcie tej "niesłychanej rzeczy" jest jedynym ratunkiem wytrwania w wierze!
A m e n.



Św. Paweł - ten, który pojął -

      Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie. [3]
      Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata. [4]
      Wszystko, co było dla mnie zyskiem, ze względu na Chrystusa uznałem za stratę. I owszem, nawet wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim - nie mając mojej sprawiedliwości, pochodzącej z Prawa, lecz Bożą sprawiedliwość, otrzymaną przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość pochodzącą od Boga, opartą na wierze - przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach - w nadziei, że upodabniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych. Nie [mówię], że już [to] osiągnąłem i już się stałem doskonałym, lecz pędzę, abym też [to] zdobył, bo i sam zostałem zdobyty przez Chrystusa Jezusa.
      Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już zdobyłem, ale to jedno [czynię]: zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie. [5]

W służbie Chrystusa nic nie było dla niego za trudne:

      Są sługami Chrystusa? Zdobędę się na szaleństwo: Ja jeszcze bardziej! Bardziej przez trudy, bardziej przez więzienia; daleko bardziej przez chłosty, przez częste niebezpieczeństwa śmierci. Przez Żydów pięciokrotnie byłem bity po czterdzieści razów bez jednego. Trzy razy byłem sieczony rózgami, raz kamienowany, trzykrotnie byłem rozbitkiem na morzu, przez dzień i noc przebywałem na głębinie morskiej. Często w podróżach, w niebezpieczeństwach na rzekach, w niebezpieczeństwach od zbójców, w niebezpieczeństwach od własnego narodu, w niebezpieczeństwach od pogan, w niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na pustkowiu, w niebezpieczeństwach na morzu, w niebezpieczeństwach od fałszywych braci; w pracy i umęczeniu, często na czuwaniu, w głodzie i pragnieniu, w licznych postach, w zimnie i nagości, nie mówiąc już o mojej codziennej udręce płynącej z troski o wszystkie Kościoły. Któż odczuwa słabość, bym i ja nie czuł się słabym? Któż doznaje zgorszenia, żebym i ja nie płonął? Jeżeli już trzeba się chlubić, będę się chlubił z moich słabości. Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ten, który jest błogosławiony na wieki, wie, że nie kłamię. [6]
      Nie głosimy bowiem siebie samych, lecz Chrystusa Jezusa jako Pana, a nas - jako sługi wasze przez Jezusa. Albowiem Bóg, Ten, który rozkazał ciemnościom, by zajaśniały światłem, zabłysnął w naszych sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej na obliczu Chrystusa.
      Przechowujemy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas. Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy. Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele. Ciągle bowiem jesteśmy wydawani na śmierć z powodu Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym śmiertelnym ciele. Tak więc działa w nas śmierć, podczas gdy w was - życie. Cieszę się przeto owym duchem wiary, według którego napisano: Uwierzyłem, dlatego przemówiłem; my także wierzymy i dlatego mówimy, przekonani, że Ten, który wskrzesił Jezusa, z Jezusem przywróci życie także nam i stawi nas przed sobą razem z wami. Wszystko to bowiem dla was, ażeby w pełni obfitująca łaska zwiększyła chwałę Bożą przez dziękczynienie wielu. Dlatego to nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień. Niewielkie bowiem utrapienia naszego obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas, którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie. [7]
      Dlatego zginam kolana moje przed Ojcem, od którego bierze nazwę wszelki ród na niebie i na ziemi, aby według bogactwa swej chwały sprawił w was przez Ducha swego wzmocnienie siły wewnętrznego człowieka. Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach; abyście w miłości wkorzenieni i ugruntowani, wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość, i poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, abyście zostali napełnieni całą Pełnią Bożą.
      Temu zaś, który mocą działającą w nas może uczynić nieskończenie więcej, niż prosimy czy rozumiemy, Jemu chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie po wszystkie pokolenia wieku wieków! Amen. [8]


[1] Iz 52,13-15
[2] J 3,16-17; 2Kor 5,21; Rz 8,3-4
[3] Ga 2,20
[4] Ga 6,14
[5] Flp 3,7-14
[6] 2Kor 11,23-31
[7] 2Kor 4,5-18
[8] Ef 3,14-21
 
Ofiara Matki
NMatka Bolesna      

Wtedy Pan Bóg rzekł do węża:
(...)
«Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę,
pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej:
ono zmiażdży ci głowę,
a ty zmiażdżysz mu piętę
».
(Rdz 3,14-15)

      Nieprzyjaźń między zapowiedzianą Niewiastą, która wypełni się najpierw w Maryi, a wężem (szatanem), to nie tylko dwa bieguny postaw wobec Boga. Niewiasta, która mówi zawsze Bogu - "Tak", i wąż, który mówi Mu zawsze - "Nie". To także doświadczanie skutków tej nieprzyjaźni.
      Wyjątkowa rola, jaką Bóg wyznaczył Maryi w dziele zbawienia świata sprawi, że przez całe życie będzie szczególnym celem tej nieprzyjaźni.


Zwiastowanie –

      Wybrana, spomiędzy wszystkich niewiast na ziemi, na Matkę Mesjasza.
      Na jakiego Mesjasza czekała Maryja? – Rozważając dzieje swojego narodu, a także otaczającą Ją rzeczywistość, zrozumiała, że prawdziwym dramatem nie jest niewola polityczna narodu, czy jakakolwiek inna niewola zewnętrzna człowieka, ale niewola, która jest w człowieku. Czekała więc na Mesjasza, poprzez którego człowiek będzie wzrastał w wewnętrznej wolności, której źródłem jest Bóg. Ale Święta Księga mówiła Jej, że będzie On

      Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi,
      Mąż boleści, oswojony z cierpieniem,
      jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa,
      wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic.
      Lecz On się obarczył naszym cierpieniem,
      On dźwigał nasze boleści,
      a myśmy Go za skazańca uznali,
      chłostanego przez Boga i zdeptanego.
      Lecz On był przebity za nasze grzechy,
      zdruzgotany za nasze winy.
      Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas,
      a w Jego ranach jest nasze zdrowie.
(Iz 53,3-5)


      Odpowiadając Aniołowi: Oto Ja Służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa (Łk 1,38), jest świadoma, że wchodzi na drogę cierpienia.

      Kiedy Anioł zwiastuje Jej poczęcie i porodzenie Syna Najwyższego (Łk 1,31), stawia jedno pytanie: - Jakże się to stanie ...?(Łk 1,34). Nie pyta, co ma powiedzieć Józefowi, Rodzicom, ludziom. Dlaczego? – Bo wie, że nikt Jej nie uwierzy.

Nawiedzenie –

      Potem idzie do Elżbiety. Trzy miesiące nieskrępowanej radości. Duch Święty objawia Elżbiecie prawdę. Może więc całą sobą wielbić Tego, który uczynił Jej wielkie rzeczy (Łk 1,49).
      Ale po trzech miesiącach wraca do domu. Jakże trudny to powrót. Z każdym krokiem, który przybliża Ją do Nazaretu, w Jej sercu narasta ból. Co powie Józefowi? Przecież Ona go miłuje. Sama gotowa na cierpienie, nie chce jego cierpienia, a wie, że prawda o poczęciu Dziecięcia będzie za trudna dla Józefa, aby w nią uwierzył poinformowany tylko przez Nią.
      Nie wie co uczyni Bóg - nie objawił Jej swoich dalszych planów. Jednak wiara Maryi, która objawiła się nam w Dzień Zwiastowania, jest tak wielka, tak bezgranicznie ufa Bogu, że wprawdzie z bólem, ale i z odwagą idzie na spotkanie z nieznanym.
      Bóg nie zawiódł Maryi. Anioł objawia Józefowi prawdę o poczęciu Dziecięcia. A inni? – Zapewne do końca życia dla wielu będzie Tą, która nie zachowała czystości przed wspólnym zamieszkaniem z małżonkiem.

Narodzenie Jezusa –

      Zbliża się czas rozwiązania. Każda kobieta pragnie w tym okresie ciszy i spokoju. A Ona musi wyruszyć z Józefem do Betlejem, ponieważ wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie (Łk 2,1). Z Nazaretu do Betlejem jest około 120 km. To bardzo długa podróż, gdy jedynym środkiem „lokomocji” jest zapewne osioł.
      W Betlejem nie ma dla Nich miejsca w gospodzie. Nie mają możliwości stworzenia godnego miejsca na narodzenie Mesjasza – rodzi się w grocie dla zwierząt, za łóżeczko ma żłób. A jednak w tej grocie jest najpiękniejszy dom – zbudowany z ich miłości.

Ucieczka do Egiptu –

(...) anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić» (Mt 2,13).

      W Betlejem nie było dla Nich miejsca w gospodzie. Teraz muszą opuścić ojczyznę i iść na tułaczkę.
      Jakiż ogromny ból napełnił serce Maryi i Józefa, gdy patrzyli na to maleńkie, niewinne Dziecko, które stało się już obiektem morderczej nienawiści. Jedyną Ich pociechą było to, że Dziecko nie zdawało sobie sprawy z grożącego Mu niebezpieczeństwa.

Ofiarowanie w Świątyni -

      Dla pobożnej rodziny izraelskiej to dzień wielkiej radości. Jaki ten dzień był dla Maryi?
      Z jednej strony ogromna radość, gdy słyszy wypowiedziane o Jej Synu słowa Symeona:

      " ... moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,
      któreś przygotował wobec wszystkich narodów:
      światło na oświecenie pogan
      i chwałę ludu Twego, Izraela."
(Łk 2,30-32)

      Ale po nich przychodzą słowa, które napełniają Ją bólem:

      "Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu." (Łk 2,34-35)

      To będzie Jej udział w Dziele Syna.

Wesele w Kanie Galilejskiej –

A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: «Nie mają już wina». Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?». (J 2,3-4)

      Zdziwienie, wielkie poruszenie – taka zapewne była pierwsza reakcja Maryi na słowa Jezusa? Ale Ona mówi i myśli według Słowa Bożego[1]. Próbuje wniknąć w prawdziwy sens słów Jezusa.
      W zwróceniu się do Niej Niewiasto, w kontekście słów o Jego godzinie, a więc wypełnienia się Jego misji zbawienia świata, rozpoznaje proroctwo z Księgi Rodzaju o Niewieście, której Potomek zetrze głowę węża (szatana) (por. 3,15) i zaczyna rozumieć, że Jezus kończy między Nimi czysto ludzką relację – Matki i Syna, ale jednocześnie zwiastuje Jej nową relację, w której Jego i Jej sprawą będzie już tylko zbawienie świata.
      Słowami skierowanymi do sług: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie (J 2,5), wypowiada swoje „Tak” na nową relację między Nimi ze wszystkimi wynikającymi stąd konsekwencjami (pamięta przecież słowa Symeona wypowiedziane do Niej w dniu ofiarowania Jezusa w Świątyni: «Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu» (Łk 2,34-35)); jednocześnie rozpoczyna czas Jezusa jako Mesjasza.
      I Jezus czyni dla Niewiasty cud przemiany wody w wino, chociaż prawdziwymi adresatami tego cudu są Jego uczniowie – aby uwierzyli.

Potem staje pod krzyżem Syna –

      Cierpienie stojącej pod krzyżem Maryi, to nie tylko cierpienie Matki, której Syna skazano niewinnie na tak okrutną śmierć. Jakiej matce ból nie przeszywałby serca w takiej chwili?
      Aby choć trochę zrozumieć wydarzenie pod krzyżem, miecz boleści, który przeniknął duszę Maryi, trzeba wrócić do Nazaretu. Wniknąć w głębię słów: "A Słowo ciałem się stało"(J 1,14a).
      To, że w łonie Maryi począł się Syn Boży - prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek, który po dziewięciu miesiącach to łono opuści, to tylko część tej rzeczywistości, która stała się w Maryi. Słowo stało się ciałem w całym Jej jestestwie - w Jej sercu, w Jej duszy, w Jej umyśle. Została zjednoczona ze Słowem. W Maryi stała się Miłość.
      Nie istnieją takie ludzkie słowa, którymi można by wyrazić cierpienie Maryi, gdy patrzyła na ubiczowanego i ukoronowanego cierniem Syna, na Jego ukrzyżowanie, konanie w męczarniach, gdy słyszała drwiny członków Wysokiej Rady, szyderstwa żołnierzy, urągania jednego ze złoczyńców, widząc jednocześnie, że oprócz Jana uczniowie Go opuścili – męka Syna stała się Jej męką, bo Ona z Synem stanowi jedno i jak Syn bezwarunkowo przyjmuje wolę Boga.
      Gdy jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok (J 19,34), Jezus nie odczuł już bólu, bo wcześniej skonał, ale ten miecz przeniknął duszę Maryi . I jak cierpienie Jezusa w niewyobrażalnej skali zwielokrotniał fakt nieskończonej miłości do tych, którzy Go zabijali, w takiej samej skali zwielokrotniał cierpienie Maryi - bo Ona miała w sercu tę samą miłość.
      O, Maryjo! Jakże wielki był Twój duch, że to cierpienie nie starło Cię na proch.

Testament z Krzyża –

A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja» (J 19,25-27a).

      Śmierć Syna nie kończy misji Maryi. Przed śmiercią Jezus czyni Ją, w osobie Jana, Matką swoich uczniów – obecnych i wszystkich, którzy dzięki nim uwierzą w Niego (J 17,20). Tę misję, najpierw na Ziemi, a później z Nieba (w Niebie), będzie pełnić już zawsze, nawet wtedy, gdy świat przestanie istnieć.


      Dzisiaj cieszy się niebieską chwałą – i chociaż to wielka tajemnica – czy nie cierpi razem ze swoimi dziećmi przebywającymi jeszcze na tej Ziemi, kiedy one cierpią?
      Kiedy jednak cierpi najbardziej? - Kiedy te dzieci oddalają się od Boga, kiedy poza Nim próbują szukać szczęścia? Ona wie, że takie szczęście nie istnieje.

      Czy w obliczu tego bezmiaru cierpienia, które było udziałem Maryi, nadal będziesz stawał przed Nią wypełniony tylko prośbami do Niej? Może, choć raz przyjdziesz i zapytasz: Matko, może Ty też potrzebujesz czegoś ode mnie? A Ona zapewne odpowie ci: Dziecko, ludzie giną. Pomóż Mi ratować ich!


[1] z Encykliki DEUS CARITAS EST – Benedykta XVI.

Do góry