Powrót do strony głównej
    «Uwielbiajcie Boga i wysławiajcie Go przed wszystkimi żyjącymi za dobrodziejstwa, jakie wyświadczył wam – w celu uwielbienia i wysławienia Jego imienia. Ogłaszajcie przed wszystkimi ludźmi dzieła Boże, jak są godne uwielbienia, i nie wahajcie się wyrażać Mu wdzięczności. Ukrywać tajemnice królewskie jest rzeczą piękną, ale godną pochwały jest rozgłaszać i wysławiać dzieła Boże».[1]

Drodzy Przyjaciele!
    Przysyłajcie swoje świadectwa. Wobec rozrastającego się zła, mamy obowiązek ukazywać światu, że Bóg jest i działa, że ostateczne zwycięstwo należy do Boga!
    Nasze świadectwa są także tym jedynym, czym możemy pociągnąć ludzi do Boga. Nie słowami – taką moc ma tylko słowo Boże – ale właśnie świadectwem.
    „Dzisiejszy człowiek nie chce nauczycieli, ale świadków, a jeżeli przyjmuje nauczycieli, to dlatego, że są świadkami”.[2]



Niech dzięki czynią Panu za Jego łaskawość,
za Jego cuda dla synów ludzkich!
I niech składają ofiary dziękczynne,
niech głoszą z radością Jego dzieła!

[Ps 107,21-22]

Gdy wychwalać będziecie Pana,
wywyższajcie Go, ile tylko możecie,
albowiem i tak będzie jeszcze wyższym,
a gdy Go wywyższać będziecie, pomnóżcie siły,
nie ustawajcie, bo i tak nie dojdziecie [do końca].
Któż Go widział i mógł to opowiedzieć,
i któż Go tak wysławił, jak tego jest godzien?

[Syr 43,30-31]


      Bardzo pragnę wywyższać Pana, który okazał mi bezmierne miłosierdzie, że mnie tak nędzną istotę przygarnął do swojego Boskiego Serca.
      Wiem na pewno, że Jezus przywołuje nas do siebie poprzez krzyż, który trzeba przyjąć i nieść go w łączności z Nim.
      W wieku 20 lat odeszłam całkowicie od Boga, choć byłam wychowywana przez mamę, dla której największym skarbem była wiara. Bunt, arogancja, poszukiwanie złudnego szczęścia sprowadziły mnie na drogę, na której nie było czasu na modlitwę, na niedzielną Eucharystię. Wydawało mi się, że ja sama potrafię stworzyć sobie bezpieczny azyl.
      Jednak zasiane kiedyś przez rodziców ziarno wiary spoczywało gdzieś w głębi mojego serca i Pan je obudził do życia w dramatycznych okolicznościach. Straszny wypadek, w którym zostaliśmy ciężko ranni: moja czteroletnia córka, mój mąż i ja. Byłam bliska śmierci, nawet pragnęłam jej, bo nie wiedziałam, co dzieje się z moimi bliskimi; nieprzytomne dziecko leżało w Instytucie Pediatrii, my w Akademii Medycznej. Byłam w rozpaczy, bardzo cierpiałam, nogi jak kłody, od pasa nie czułam nic. Przyszedł do mnie kapłan, wyspowiadałam się z całego życia i mimo, że miałam dopiero 26 lat, chciałam umrzeć.
      Mój Pan jednak miał wobec mnie inne plany. Ocalił nas - całą rodzinę, bo nie wyobrażałam sobie bez nich życia. Potem było pół roku w gipsowym gorsecie, potworny ból, rehabilitacja, na którą skazani byliśmy we troje. Bardzo pomagali nam dobrzy ludzie. Po roku wróciłam do pracy, wkrótce potem rozpoczęłam studia na drugim fakultecie. Przeżyłam jeszcze wiele tragicznych momentów, ale teraz już w łączności z Panem i Jego Najświętszą Matką. Bardzo wspierała mnie moja starsza siostra, która zawierzyła swoje życie Bogu i służy Mu tak, jak tylko potrafi. Należymy do Grupy Modlitewnej Ojca Pio, który jest naszym orędownikiem we wszystkich problemach, jakie co dzień niesie nam życie.
      Stałam się innym człowiekiem, choć czasem ulegam złu. Wówczas zwracam się do Tego, który oddał za nas swoje życie na krzyżu i proszę Go o miłosierdzie dla całego świata i dla swojej rodziny. Wiem, że wszystko, co posiadam, otrzymałam od Najwyższego. Nie pragnę dóbr materialnych i szczęścia w rozumieniu współczesnego świata. Pragnę być zawsze blisko mojego Pana i nie utracić Jego łaski. On jest moją Drogą, Prawdą i Życiem. Pragnę uwielbiać Go poprzez pomoc potrzebującym ludziom, aby spłacić dług, który zaciągnęłam w przeszłości.
      Pan jest wielki, niech będzie uwielbiany teraz i zawsze. Moc Jego jest niezmierzona, a miłosierdzie ogromne, więc proszę, aby otworzył oczy i uszy wszystkim ślepym i głuchym tak, jak otworzył mnie - niegodnej Jego łaski.

Alicja – razem z mężem uczestniczą w „Nieustającym Różańcu”



    Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska, aby jak grzech zaznaczył swoje królowanie śmiercią, tak łaska przejawiła swe królowanie przez sprawiedliwość wiodącą do życia wiecznego przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego.”[3]


    Ciężko jest opisać tak w kilku słowach to wszystko…
    Byłem oddalony od Pana Boga strasznie…Z każdym dniem pogrążałem się coraz bardziej.
    Im byłem starszy tym bardziej brnąłem w bagno – w zło. Życie moje było poddane tylko jednemu – własnemu ja, egoizmowi. Ważne było tylko jedno – moje ja.
    Jak żyłem? Jakie miałem wartości? Ważne dla mnie były tylko zabawa, kobiety, alkohol.
    Jedna wielka nieczystość. Nieczystość, nieczystość. Nie starczyłoby czasu, aby opisywać te wszystkie straszne rzeczy. Krzywdziłem nie tylko siebie – krzywdziłem innych – to było straszne…
    Stoczyłem się na samo dno. Tyle szans zaprzepaściłem. Tyle Bożych łask ...i w tym wszystkim czułem przez skórę…,że robię źle. Doszło do tego, że miałem nocne koszmary, wieczny niepokój, CZUŁEM wszechogarniającą mnie ciemność. Naprawdę trudno to opisać…
    Zaczęły przychodzić nawet straszne myśli – naprawdę straszne…
    I nagle wiadomość – Papież Jan Paweł II umiera. Dokładnie w tym momencie szarpnęło mnie!
    Zacząłem się miotać, czułem, że świat się kończy. A przecież nie słuchałem Jana Pawła, nie chodziłem na spotkania z nim…nawet, kiedy był w Polsce – dla mnie ważniejsze było spotkanie ze znajomymi i alkohol.
    Teraz wiem, że to właśnie Karol Wojtyła był tak wspaniałym narzędziem w rękach Boga. On mnie pociągnął do Ojca.
    Upadłem na ziemię i zapłakałem nad sobą …nie jeden raz. Byłem jak nędzarz powstały z grobu. Zapragnąłem stać się człowiekiem wolnym – wolnym od wszelkich uzależnień. Zacząłem szukać: w Internecie, w księgarniach katolickich. Zacząłem uczyć się modlić, rozmawiać z Ojcem. Prosiłem o nowe życie, o narodziny….
    Właśnie w tym czasie trafiłem na stronę Wspólnoty Modlitwy „Z Maryją ratuj człowieka”. Zapragnąłem w niej być (na początku było to uczucie samolubne – bo myślałem, że w ten sposób również pomogę sobie, będą się również inni modlić za mnie…). Teraz wiem, że to dzięki Wspólnocie zacząłem uczyć się żyć z Jezusem. Och, ile się działo w tym czasie, każdy tydzień przynosił coś nowego.
    Po pewnym czasie nastąpiła najpiękniejsza chwila w moim życiu – ODDAŁEM SWOJE ŻYCIE JEZUSOWI. Oddałem się Jego Miłosierdziu. Pierwszą modlitwą, jaką odmówiłem po nawróceniu – była Koronka do Miłosierdzia Bożego.
    Zapragnąłem trwać w Jezusie. Cały czas szukałem – jak należy postępować, jak trwać? Zacząłem czytać Pismo Święte – Nowy Testament, zacząłem rozważać, znalazłem przewodnika duchowego. Ile w tym czasie miałem upadków… – teraz wiem, że nigdy nie należy się załamywać – że nie wszystko przychodzi od razu – po prostu wszystko trzeba oddawać Ojcu – ufać, ufać, ufać. Jak wielką siłę ma modlitwa – to nie do opisania – gdyż całe moje życie zaczęło ulegać zmianie. Również najbliżsi, rodzina.Zrozumiałem jak ważne jest otwarcie się na innych ludzi. Tylko miłość. To wprost nie do uwierzenia jak zareagowała rodzina, kiedy po wielu latach mojej nieobecności pojechałem w odwiedziny.
    Prosiłem o rzeczy wręcz nieprawdopodobne w mojej sytuacji życiowej i Ojciec, za pośrednictwem Maryi, mi je dał (ale nie na moje wyobrażenie). Również najbliżsi ... rodzina. Małymi kroczkami idę naprzód razem z Maryją do Ojca. I nigdy, chociaż jestem bardzo słaby nie opuściłem codziennej modlitwy Wspólnotowej. Teraz rozumiem jak ważna jest modlitwa za innego człowieka. Przecież to ja, dzięki łasce Pana, jestem za niego odpowiedzialny. Trzeba opiekować się nim jak małym dzieciątkiem. Niedawno dowiedziałem się, że za mnie też się inni wcześniej modlili.
    Nie chcę przedłużać – wiele by trzeba było opisać.Wiem jedno tylko – jednego pragnę: całkowicie wyrzec się siebie, swojego ja – chcę tylko jednego – żeby Jezus wypełnił sobą moje życie. Dziękuję Panu Bogu za Wspólnotę – bo dzięki niej również i ja wzrastam w Panu. Mam nadzieję, że do końca mego życia tu na ziemi.

Andrzej – członek Wspólnoty Modlitwy „Z Maryją ratuj człowieka”

[1] Tb 12,6-7
[2] Posynodalna adhortacja apostolska Pawła VI „Evangelii nuntiandi”.
[3] Rz 5,20b-21



A światłość w ciemności świeci
i ciemność jej nie ogarnie.
(por. J 1,5)


„Bardzo ciekawe jak możecie zamydlać komuś oczy, ja doświadczony komputerowiec troszeczkę miałem problem żeby do was się dostać i to napisać[4], a wy przedstawiacie opis list kogoś, co nie miał pojęcia o niczym i napisał ten list wzruszający o rzekomym nawróceniu. Proszę, kogo wy chcecie w to wciągnąć, macie nas za głupków? Kto inteligentniejszy zaraz się zorientuje, że to jest skrupulatnie ułożone przez waszą redakcję, więc proponuję zwińcie żagle i nie okłamujcie narodu w imię Boga, bo znamy z historii wystarczająco dużo i nie chcemy powielania tego. A w takie cuda wierzcie sobie sami, a nie rozpowszechniajcie tego. Wiem, że na pewno nie upowszechnicie tego, bo by to godziło w wasze intencje. Jeżeli zainteresuje kogoś mój tekst i chciałby mnie poznać proszę o odpowiedź.
Z poważaniem
Jan”[5]

Komentarz:

1.
W jakiego Boga Pan wierzy, skoro uważa, że nie ma On wystarczającej mocy, aby podnieść człowieka z upadku – nawet największego? Bo my wierzymy i próbujemy nawrócić się do takiego Boga:
Oto Ja jestem Pan, Bóg wszelkiego ciała; czy jest może dla Mnie coś niemożliwego?” (Jr 32,27)
Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie! -
mówi Pan.
Choćby wasze grzechy były jak szkarłat,
jak śnieg wybieleją;
choćby czerwone jak purpura,
staną się jak wełna.
Jeżeli będziecie ulegli i posłuszni,
dóbr ziemskich będziecie zażywać.
Ale jeśli się zatniecie w oporze,
miecz was wytępi».
Albowiem usta Pańskie [to] wyrzekły.
” (Iz 1,18-20)
Jezus Chrystus począł się w łonie Dziewicy Maryi za sprawą Ducha Świętego, bez udziału ziemskiego ojca. Po narodzeniu Jezusa, jak uczy nas Kościół, Maryja pozostała Dziewicą.
«A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego». (Łk 1,36-37)
Uczynił świętymi:
Pawła, który wcześniej prześladował Kościół i zabijał uczniów Jezusa Chrystusa,
Augustyna, który przed nawróceniem prowadził życie grzeszne i błąkał się po manowcach herezji,
Franciszka – lekkoducha i zabijakę, itd., itd.
2.
Jakie jest Pana życie? Czy kłamstwo jest tak wszechobecne w nim, że przestał Pan już wierzyć, że również na tym świecie może istnieć prawda? Czy zdaje Pan sobie sprawę, że gdyby prawda znikła ze świata, to świat przestałby istnieć? Niezależnie od Pańskich stwierdzeń Bóg zbawia i czyni cuda. Proponuję samemu wypróbować. Jeśli nauka twierdzi, że woda zamarza w temperaturze poniżej 0°, a ktoś tego nie uznaje, to niech zrobi doświadczenie. Proponuję bezustannie, w każdym czasie powtarzać jedno zdanie z Ewangelii[6]: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną”. A co to daje, to sam Pan zobaczy, o ile jest w Pańskim sercu trochę dobrej woli, a nie tylko gorycz i uprzedzenia.
3.
Prawda nie boi się kłamstwa i żadne kłamstwo, choćby najbardziej wysublimowane nie pożre jej – tak jak szatan – ojciec wszelkiego kłamstwa – nie „pożarł” Jezusa Chrystusa.
4.
W drugim liście domaga się Pan adresu internetowego Andrzeja. Niech Pan posłucha:
„Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień świetnie się bawił. U bramy jego pałacu leżał żebrak okryty wrzodami, imieniem Łazarz. Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza; nadto i psy przychodziły i lizały jego wrzody. Umarł żebrak, i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pogrzebany. Gdy w Otchłani, pogrążony w mękach, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. I zawołał: „Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu”. Lecz Abraham odrzekł: „Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. A prócz tego między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd do nas się przedostać”. Tamten rzekł: „Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca! Mam bowiem pięciu braci: niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki”. Lecz Abraham odparł: „Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają!” „Nie, ojcze Abrahamie - odrzekł tamten - lecz gdyby kto z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą”. Odpowiedział mu: „Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą”».” (Łk 16,19-31)
Jeżeli Pan nie wierzy temu, co sam Bóg mówi o sobie w Piśmie Świętym, to jakże uwierzy Pan Andrzejowi, że jego świadectwo jest prawdziwe?

[4] Jakiż to problem miał Pan w dostaniu się do nas, skoro na dole strony Świadectwa podany jest nasz adres internetowy?
[5] Z Pańskiego tekstu pozwoliliśmy sobie jedynie usunąć błędy ortograficzne i interpunkcyjne oraz wprowadzić polskie znaki, dla ułatwienia przeczytania go przez Internautów.
[6] „Tak przyszli do Jerycha. Gdy wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!» Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: «Synu Dawida, ulituj się nade mną!» Jezus przystanął i rzekł: «Zawołajcie go!» I przywołali niewidomego, mówiąc mu: «Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię». On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. A Jezus przemówił do niego: «Co chcesz, abym ci uczynił?» Powiedział Mu niewidomy: «Rabbuni, żebym przejrzał». Jezus mu rzekł: «Idź, twoja wiara cię uzdrowiła». Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.” (Mk 10,46-52)

e-mail: ratunek@ratunek.jasnagora.pl
Do góry