Krzyż z Kaplicy Cudownego Obrazu

Zamiast wstępu

Geneza powstania
Wspólnoty

Reguła Wspólnoty



Strona początkowa
Strona główna







Wpełniajmy, co przyrzekaliśmy Królowej Polski!


      26 sierpnia 1956 r. Naród polski przyrzekał swojej Królowej:

      Wzywamy pokornie pomocy i miłosierdzia w walce o dochowanie wierności Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, Kościołowi świętemu i jego Pasterzom, Ojczyźnie naszej świętej, chrześcijańskiej przedniej straży, poświęconej Twojemu Sercu Niepokalanemu i Sercu Syna Twego. Pomnij, Matko Dziewico, przed obliczem Boga, na oddany Tobie Naród, który pragnie nadal pozostać Królestwem Twoim, pod opieką najlepszego Ojca wszystkich narodów ziemi.
      Przyrzekamy uczynić wszystko, co leży w naszej mocy, aby Polska była rzeczywistym królestwem Twoim i Twojego Syna, poddanym całkowicie pod Twoje panowanie, w życiu naszym osobistym, rodzinnym, narodowym i społecznym.


Lud mówi: Królowo Polski, przyrzekamy!

      Matko Łaski Bożej! Przyrzekamy Ci strzec w każdej duszy polskiej daru łaski, jako źródła Bożego życia.
      Pragniemy, aby każdy z nas żył w łasce uświęcającej i był świątynią Boga, aby cały Naród żył bez grzechu ciężkiego, aby stał się Domem Bożym i Bramą Niebios, dla pokoleń wędrujących poprzez polską ziemię - pod przewodem Kościoła katolickiego - do Ojczyzny wiecznej.


Lud mówi: Królowo Polski, przyrzekamy!

      Dzieło „Wspólnota Modlitwy „Z Maryją ratuj człowieka””, to jakaś część wypełniania tego, co przyrzekliśmy Królowej Polski.

Geneza powstania Dzieła

      28 kwietnia 2004 r. Kolejny dzień, ogłoszonej przez Ks. Prymasa Ogólnopolskiej Nowenny Modlitw przed wejściem Polski do Unii Europejskiej[1]. Uczestniczyłam w Eucharystii. Kapłan kończąc homilię, mówił o tych, którzy zabłąkali się, którym inne wartości przesłoniły Boga, którzy zapomnieli, że po śmierci jest życie wieczne. I byłyby to dobre słowa, gdyby nie zakończył: „Po śmierci zobaczą, co odrzucili; zobaczą, że życie wieczne faktycznie istnieje. I to będzie rozpacz. To będzie piekło. Wtedy przypomną sobie, że był Kościół, że byli kapłani”[2].
      W moim sercu wzbudził się protest – to na tym ma poprzestać uczeń Jezusa Chrystusa? Cieszyć się nadzieją zbawienia, nadzieją na życie wieczne i spokojnie patrzeć, że inni giną – nawet jeśli tylko sami są sobie winni?
      Trzeba sobie jednak szczerze odpowiedzieć na pytanie: Czy tylko oni są temu winni? Bo może to my, którzy mienimy się uczniami Jezusa, w znacznej mierze ponosimy odpowiedzialność za ich zabłąkanie? Bo nasze świadectwo jest niewiarygodne!
      Uczeń Jezusa nie może również zapominać, że jeden z tych, których wybrał Jezus na apostołów Królestwa Bożego, stał się zdrajcą.  Przez trzy lata, w dzień i w nocy, przebywał w obecności Jezusa; był świadkiem tylu cudów i znaków dokonanych przez Niego, świadkiem miłości z jaką nachylał się Jezus nad każdym człowiekiem potrzebującym uzdrowienia duszy lub ciała, bólem matki, która straciła jedynego syna, wreszcie miłości jaką darzył ich, swoich apostołów. Nic nie pomogło. Dlaczego? Może właśnie dlatego, że nie widział jak bardzo potrzebuje miłosierdzia Bożego, i że Ten, którego stał się apostołem, po to przyszedł na ziemię, aby to miłosierdzie rozdawać.
      Kościół nie wypowiada się wprawdzie co do ostatecznego losu Judasza, ale trzeba pamiętać o słowach Jezusa: „Dopóki z nimi byłem, zachowywałem ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, i ustrzegłem ich, a nikt z nich nie zginął z wyjątkiem syna zatracenia,...” (J 17,12)
      A Piotr? Tak gorąco zapewniał: «Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię» (Mt 26,33), a za parę godzin zaparł się swojego Mistrza.
      Jeśli uczeń Jezusa Chrystusa nie jest świadomy tego, że im jest bliżej Niego, tym większego potrzebuje miłosierdzia, to albo pójdzie śladem Judasza, albo zaprze się Go tak jak Piotr.


      Po Eucharystii było nabożeństwo różańcowe. Właśnie podczas tego nabożeństwa, przyszedł mi pomysł indywidualnej modlitwy za jednego nieznanego człowieka – wybranego przez Boga. Ostatecznie przybrał kształt Wspólnoty Modlitwy „Z Maryją ratuj człowieka”.


      Jezus powiedział do swoich uczniów: „W  domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce” (J 14,2).

      „Mamy miejsce w niebie, które na nas czeka; choćbyśmy bardzo późno tam przyszli, lub zasiedzieli się w czyśćcu, nikt go nie zajmie, bo ono jest dla nas; gdybyśmy nigdy tam nie doszli, pozostanie nie zajęte.” [3]

      Takie miejsce istnieje dla każdego człowieka, chociaż wielu wcale o tym nie wie. Uwierz! – Twoja modlitwa sprawi, że jakieś miejsce nie pozostanie puste!
      Może twoje serce wypełnia lęk o zbawienie tych, których kochasz [4]. Nie lękaj się! Modląc się za tego, którego powierzy ci Bóg, wyprosisz u Niego, aby również im – twoim bliskim –  otworzył drogę do nieba. A twoja wytrwałość w modlitwie sprawi, że nikt jej zamknąć już nie zdoła.



      „Jezus rzekł: «Usuńcie kamień!» Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie». Jezus rzekł do niej: «Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?» Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał». To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić!».” (J 11,39-44)

      Jezus czyni dwie niepojęte rzeczy: wskrzesza zmarłego, którego ciało ulegało już rozkładowi i sprawia, że wychodzi on z grobu „mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz ... zawinięta chustą”.
      Jezus nigdy niczego nie czynił na pokaz. Dlaczego więc czyni ten drugi cud? Mógł sprawić, aby opadły z niego opaski i chusta. Dlaczego ludziom poleca: „Rozwiążcie go ...”?
      Chce mieć świadków. Gdyby zmarły wyszedł z grobu bez opasek i chusty, nikt prawdopodobnie nie zajrzałby już do grobu i faryzeusze bardzo szybko oskarżyliby Jezusa, że śmierć Łazarza była sfingowana [5]. Ci, którzy będą rozwiązywać Łazarza mieli poczuć odór śmierci – Marta przecież mówi: „Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie.”
      Taka, według mnie, była intencja Jezusa 2000 lat temu. A dzisiaj? Co uczniom Jezusa powinny  dzisiaj mówić słowa: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić!».
      Niedługo przed śmiercią Jezus mówi: «A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie». (J 12,32) – wszystkich! Jednak niektórzy z nich mają ręce i nogi powiązane, a twarz zawiniętą w chustę: pragnieniem lub posiadaniem bogactwa, ludzkiej chwały, pragnieniem wygodnego i bezproblemowego życia – bez krzyża. Nie sięgają swoim wzrokiem poza doczesność – nie potrafią.
      Nie widzą więc przez Kogo zostali przyciągnięci. I choć przyciągani, nie mogą do Niego przyjść i wyciągnąć rąk wołając o ratunek.
      Uczeń Jezusa nie będzie ich sądził. Wypełni polecenie Jezusa – choćby wobec jednego człowieka. Jeżeli nie może inaczej, rozwiąże go modląc się za niego.
      A druga część polecenia Jezusa? – „i pozwólcie mu chodzić”.
      Może taki rozwiązany przez kogoś innego, znajdzie się w twoim otoczeniu. Nie bądź dla niego starszym bratem z przypowieści o „Synu marnotrawnym” (Łk 15,11-32). Bądź dla niego ojcem z tej przypowieści.

Do góry

[1] 28 kwietnia, to dzień szczególny tej Nowenny – „Zachęca się, by 28 kwietnia wszyscy odczytali jedną z Ewangelii” – Dobrą Nowinę o zbawieniu (przyp. mój).
[2] Słowa kapłana przytaczam w takim brzmieniu, w jakim je zapamiętałam.
[3] Stefan Kardynał Wyszyński „KROMKA CHLEBA”.
[4] Może są to twoje dzieci, twój mąż (żona)? I jest możliwe, że dopuściłeś się względem nich mnóstwa zaniedbań, błędów w wychowaniu dzieci. Nie byłeś dla nich świadkiem żywej wiary, która wyraża się w czynach, a nie słowach. Czy było to działanie świadome? Zapewne nie. Po prostu nie potrafiłeś inaczej. Ale jeśli  w sakramencie pojednania (spowiedzi) wyznałeś Bogu swoją winę, Bóg ci przebaczył – więc i ty już nie oskarżaj się. W przeciwnym razie twoja modlitwa nie będzie aktem miłości, ale strachu. I wypełnią się słowa św. Pawła:

      I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
      a ciało wystawił na spalenie,
      lecz miłości bym nie miał,
      nic bym nie zyskał.
(1Kor 13,3)

      Czy masz jednak zapomnieć o swojej względem nich winie? – Nie. Dlaczego? – Abyś ich nie oskarżał i błagał Boga, aby pomagał ci nie popełniać już tych samych grzechów (zaniedbań).
[5] Gdy Jezus opuści grób, płótna i chusta pozostaną w grobie. Żaden z faryzeuszy nie pofatygował się, aby to sprawdzić. Spreparowali natomiast kłamliwą opowieść o wykradzeniu ciała Jezusa przez uczniów. A świadkami tego wykradzenia byli strażnicy, którzy zasnęli!