Krzyż z Kaplicy Cudownego Obrazu

Zamiast wstępu

Geneza powstania
Wspólnoty

Reguła Wspólnoty



Strona początkowa
Strona główna









Być chrześcijaninem

      Bóg stał się człowiekiem, aby ludzie stali się bogami – powiedział św. biskup Atanazy z Aleksandrii. Istotnie, rzec można, że tu zarysowuje się właściwy sens dziejów. W drodze świata do Boga wszystko, co się stało i ma stać się jutro, posiada swój sens w tym, że jest włączone w wielki ruch całego kosmosu ku przebóstwieniu, ku powrotowi wszystkiego do Tego, od którego wzięło swój początek. Popatrzmy z tego punktu widzenia na siebie; zauważmy, że to, co może wydawało się jakąś spekulacją myślową o świecie i o rzeczach, stanowi także osobisty program dla nas samych. Albowiem niesłychana szansa, jaka otwiera się przed człowiekiem, polega na tym, że może on włączyć się w ten bieg wszechświata i wziąć udział w realizowaniu sensu całego dzieła stworzenia. Ale człowiek może też odmówić swego udziału w tej realizacji sensu świata i może utopić swoje życie w bezsensie. Być chrześcijaninem nie oznacza niczego innego jak zgłosić swoje „tak”, jak oddać się w służbę na rzecz urzeczywistnienia sensu całego Bożego wszechświata.
      To, że się jest chrześcijaninem, wcale nie oznacza, że jest się ubezpieczonym na indywidualną premię: nie jest to prywatne zapewnienie sobie biletu wstępu do nieba, aby potem spoglądać z góry i mówić: „Mam to, czego inni nie mają, osiągnąłem swoje zbawienie, którego nie osiągnęli inni”. Fakt, że jestem chrześcijaninem, nie oznacza, że chrześcijaństwo otrzymałem w darze tylko dla siebie, że dzięki temu każdy może mnie odróżnić od tych, którzy odchodzą z pustymi rękami. Nie, chrześcijaninem jest się, w pewnym sensie wcale nie dla siebie, jeno dla wspólnoty, dla innych, dla wszystkich.
      Kształtowanie się chrześcijanina, które zaczyna się na chrzcie świętym i trwa w ciągu całego życia, oznacza przede wszystkim kształtowanie w sobie gotowości do służby, której Bóg od nas oczekuje dla całości dzieła stworzenia. Oznacza to wyjście z egoizmu uznającego tylko siebie i przyjęcie nowej formuły egzystencji, mianowicie życia dla innych.

[Józef Kardynał Ratzinger – obecny Ojciec Święty Benedykt XVI, „Służyć Prawdzie”]


      „Można by mówić także o modlitwie naszego czasu, modlitwie XX wieku[*]. Rok 2000 jest swego rodzaju wyzwaniem. Trzeba spojrzeć na ogrom dobra, którym stała się tajemnica Wcielenia Słowa, a równocześnie nie przeoczać tajemnicy grzechu, która wciąż rozrasta się w świecie. Św. Paweł pisze, że tam, „gdzie […] wzmógł się grzech” (ubi abundavit peccatum), „jeszcze obficiej rozlała się łaska” (superabundavit gratia; Rz 5,20).
      I to jest ta głęboka prawda, która wciąż stwarza wyzwanie do modlitwy. Ukazuje, jak bardzo jest ona potrzebna światu i Kościołowi, bo ostatecznie najprostszym sposobem uobecnienia w świecie Boga i Jego zbawczej miłości, jest właśnie modlitwa. Bóg zawierzył ludziom zbawienie ludzi, zawierzył ludziom Kościół, a w Kościele całe odkupieńcze dzieło Chrystusa. Zawierzył każdemu każdego i wszystkich. Zawierzył każdemu wszystkich i wszystkim każdego. Ta świadomość musi wciąż znajdować odzwierciedlenie w modlitwie Kościoła, a w modlitwie Papieża w sposób szczególny.”
[Jan Paweł II, „Przekroczyć próg nadziei”]

      On, do końca swoich dni, pozostał wierny tym słowom.   A my?

Do góry

[*] Dla ludzi XXI wieku, słowa te są również aktualne.